Tradycyjnie już pierwsza trasa w sezonie do Kowar. Miał być jeszcze Karpacz - ale było zdecydowanie za zimno. Po dwóch godzinach kręcenia przy 0 stopniach zmarzłem potwornie ale było warto:)
No zabawa wyśmienita. Troszkę za dużo śniegu i w lesie po wąsku ubitej ścieżce można było jechać - ale tylko koło wypadło ze ścieżki i torba. Na bank jeszcze polatam w zimie, gorąco polecam.
Po 8 km zgubiłem bezprzewodowy czujnik prędkości od licznika DTS :(. Poszukiwania okazały się bezskuteczne. Po 30 minutach machnąłem ręką i poleciałem dalej. Po około 1,5 na czystym asfalcie złapałem kapcia - tym razem na tyle. I 4 km do domu z buta. Dodam tylko, że 2 raz w tym sezonie nie wziąłem zapasu i 2 raz (oprócz maratonu) złapałem gumę. Nabyłem chmielowy napój, pijąc boski trunek, podążyłem w kierunku domu.
A trzeba było jak człowiek pracy walnąć się po obiedzie na drzemkę!