OPEN 373/450 M3 121/144 Piekielny upał 30. Wyjątkowo słabo mi się jechało ostatnio. Jednak miesiąc bez roweru i bez żadnego ruchu robi swoje. Trzeba kręcić i już :)
Czas: 5:09:42 Miejsce: OPEN 320/440 M3 120/160 Tyle co zapisał pulsometr i zapis trasy musiałem zakończyć na 14km przed metą bo padała bateria :( KCAL: 6551 STREFA HZ: 100-123: 8% 0:22:37 STREFA FZ: 124-168: 60% 2:34:45 STREFA PZ: 167-190: 19% 0:50:05
Coś pięknego, dla takich chwil się żyje i kręci korbą ;) To jest właśnie prawdziwe MTB !!! Pomimo słabego miejsca i czasu to satysfakcja na mecie jest ogromna. Naprawdę trudny maraton i bardzo techniczny. Śliskie korzenie i kamienie, kamole, extra zjazdy i do tego wszystkiego padający deszcz. Niestety padłem na około 35km, na chomontową też toczyłem się ledwo co na młynku, na zjeździe z chomtowej byłem cały mokry i cholernie przemarzłem. No później jakoś poszło.
Lipa, lipa i jeszcze raz lipa. Pierwszy DNF ;) po 2 okrążeniach z 3. Nie byłem w stanie przy ciągłym bardzo wysokim tętnie nawiązać walki. Jakiś trybik nawalił tym razem i nie było sensu dalej ciągnąć tego pięknego rezultatu. Dobrze, że syn tego nie widział ;) Jednak zdecydowanie bardziej wole maratony od XC.
Niestety pechowy finał. 2,5 km przed metą za ostrym zakręcie przy prędkości 30km guma z przodu i krzaczory. Zapasowa dętka okazała się wadliwa, nie chciało mi się już wymieniać i z buta do mety. Metę przekroczyłem pieszo :) Gratulacje sędziego. Straciłem przez to miejsce w pierwszej 200 i szansę na pierwszą 50 w generalce. Miejsce w generalce 54 w M3. Jest nad czym pracować i z czego się poprawiać.
Wynik: OPEN 273/630 ||| M3 87/204 Opis i fotki później HF: 0% FZ: 0% PZ: 100% 2:39:50 Miejsce: OP 273/631, M3 87/204 Czas: 2:39:50 starta do zwycięzcy: 39 minut
Cel był prosty: zdobyć minimum 400pkt i miejsce w pierwszej 200. Nie udało się. Zabrakło 8 punktów i 10 minut. Wszystko przez pieprzony koszyczek na bidon. Na 7 km pękł i cały bidon ISO wypadł. Szybka decyzja, wracam i szukam bo jeszcze ponad 50km a bez picia będzie ciężko. Straciłem dobry pociąg, kilka ładnych minut ale miałem picie!! Zaraz złapałem jeszcze lepszy pociąg ;) Płasko, nudno ale start bardzo mi się podobał. To kolejne bardzo ważne doświadczenie. To zupełnie inna jazda niż w górach, nie ma kiedy odpoczać, cały czas ostra kita i kręcenie. Miało być 64km a wyszło 67km!! Jak zobaczyłem na 62km tablicę "5km do mety" padłem! Miałem ostro przycisnąć na samej końcówce a to info mnie zabiło. Ostatni km jednak przycisnąłem, łyknąłem 3 osoby i obroniłem się przed atakiem.