Traska interwałowa i na koniec wjazd polem na szybowcówą (połowa zaliczona, środek z buta i końcówka po kostce przejechana). Przy zjeździe singlem lasem na samym końcu odczułem brak tlenu w oponie. Gdzieś na jakimś kamolu musiałem złapać pierwszego w tym sezonie kapcia. Jak na złość również pierwszy raz w tym sezonie nie zabrałem zapasu i z buta do domu. Na szczęście to tylko niecałe 3km ale szkoda bo można było jeszcze pośmigać.
W końcu wyskoczyłem na rower. Pomimo przeziębienia, ostrego kaszlu wbiłem się na rower. Ale z powodu kaszlu musiałem ostro skrócić trasę bo kaszel nie pozwalał na zbyt dużo. Rzężę jak diesel. Ale nie było tragedii z kondycja (a myślałem, że będzie dużo gorzej) po 2tygodniowym leżeniu palmą do góry i picia browaru plus dodatkowo mocne przeziębienie. Ponad 3 tygodnie bez bike było ciężko. Zaliczony wjazd na szybowcówę przez las