Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2010

Dystans całkowity:151.00 km (w terenie 62.00 km; 41.06%)
Czas w ruchu:07:09
Średnia prędkość:21.12 km/h
Maksymalna prędkość:65.00 km/h
Suma podjazdów:848 m
Maks. tętno maksymalne:192 (101 %)
Maks. tętno średnie:167 (87 %)
Suma kalorii:9388 kcal
Liczba aktywności:5
Średnio na aktywność:30.20 km i 1h 25m
Więcej statystyk

BikeMaraton 2010 - WROCŁAW

Niedziela, 25 kwietnia 2010 · Komentarze(3)
Wynik: OPEN 616/800 M3 202/250
HZ - 0% :)
FZ - 2% 3:28
PZ - 96%


Na początek usprawiedliwienia: cały tydzień nękało mnie jakieś przeziębienie i potworny ból gardła. Przez cały tydzień nawet nie wsiadłem na rower. W dniu maratonu do bólu gardła dołączył jeszcze katar.

Start jak to start – nie wiem o której chłopaki ustawiali się do sektora ale o 10:30 trafiłem miejsce daleko daleko od wejścia do sektora (to chyba przez ten rekord frekwencji 1610 zawodników).
Pierwsze km znakomicie, wyprzedzam, wyprzedzam, mnie wyprzedzają i jedzie mi się naprawdę fantastycznie. Po pierwszych 20 km zaczyna mnie łapać delikatny skurcz w łydkach który nie chcę odpuścić i jadę z nim dalej, rozprostowuje nogi w bufecie i ogień dalej. Chwile było dobrze i za chwile znów łydki. Nie było to nawet bardzo uciążliwe ale męczyło mnie do 40 km. Na tym km staje bo skurcz zaatakował po całości. Naciągam nogi i po kilku minutach ruszam, jednak już bez takiej rewelacji, ale do przodu. W bufecie również chwile postałem przez nogi. Od 47 km zaczyna się mój horror. Nogi odmawiają całkowicie posłuszeństwa., jakoś kręcę dalej ale lipa. Dostaje potwornego bólu ud, nie mogę wyprostować nogi. Nie jestem w stanie podejść pod małą górkę, staje i nie mogę ruszyć nogami – myślę sobie, chłopie co ty tu robisz? DO ZUSU czas !!! Ostatnie 5 km to kompletna klapa. Co 200 – 300 metrów – muszę robić krótki postój na rozmasowanie ud. Wyprzedzają mnie i wyprzedzają a ja nie mogę nic zrobić. Straciłem wszystko na co pracowałem przez 40km (wydaje mi się, że było dosyć dobrze) Ostatnio km, wyprzedziłem nawet 2 bikerów  Jest meta osiągnięta z wielkimi bólami, staje i znów to samo – nie mogę ruszyć nogami, dopiero po kilku minutach idę po wodę.
Wnioski – pomimo przeziębienia, suchego i bolącego gardła, kataru jechało mi się naprawdę dobrze, gdyby tylko nie te bóle ud (łydki były znośne) to byłoby naprawdę dobrze. Myślę, że mógłbym urwać z tego wyniku jakieś 20 – 25 minut spokojnie. No ale trudno, taki jest sport. Następnym razem będzie lepiej, jest nad czym pracować i co poprawiać.

Karpniki, Kowary, Karpacz

Sobota, 17 kwietnia 2010 · Komentarze(0)
Głownie szosa
HZ 17% 22:31
FZ 43% 56:46
PZ 38% 49:18