Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2010

Dystans całkowity:267.00 km (w terenie 154.00 km; 57.68%)
Czas w ruchu:14:58
Średnia prędkość:17.84 km/h
Maksymalna prędkość:57.00 km/h
Maks. tętno maksymalne:187 (98 %)
Maks. tętno średnie:159 (83 %)
Suma kalorii:17212 kcal
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:29.67 km i 1h 39m
Więcej statystyk

Sokolik

Sobota, 26 czerwca 2010 · Komentarze(0)
Hz: 6%
FZ: 21%
PZ: 68%

BikeMaraton 2010 - PIECHOWICE

Sobota, 19 czerwca 2010 · Komentarze(2)
Wynik: OPEN 234/350 ||| M3 79/102
PZ - 89%
FZ - 8%
HZ - 1%
To najlepsza tegoroczna edycja BM. Piękną i wymagająca trasa, szybkie zjazdy i rewelacyjne single po śliskich kamieniach i głębokie błoto.
W końcu po "pechowych" maratonach udany start. Z wyniku jestem bardzo zadowolony 234/79, chociaż wiadomo zawsze liczy się na więcej - ale jest dobrze.
Na starcie zjawiła się cała polska śmietanka z Markiem Galińskim na czele. Chłopaki naprawdę śmigają niesamowicie.
Pierwsze km to długi asfaltowy (tradycyjny) podjazd. I o dziwo poszło mi całkiem przyzwoicie - ale nad tym trzeba jeszcze mocno popracować. No i zaczęły się później bardzo szybkie zjazdy. Wylatuję z jednego zakrętu a tam leża 3 osoby i dzwonią po pomoc. Lecę dalej i kolejny, tym razem dużo poważniejszy wypadek. Jest już karetka, chłopak (Jakub Osuch- Corratec) leżał na noszach z usztywnioną głową. No widok naprawdę straszny. TRZYMAJ SIĘ CHŁOPIE!!! Jesteśmy z Tobą wszyscy - Do zobaczenia na trasie!!! Po tym widoku moje ręce jakoś mocniej i częściej zaciskały klamki hamulcowe przez kilka km. Fajna jazda zrobiła się jak zwykle dopiero po rozjeździe MINI - MEGA. Wtedy jest już znacznie mniejszy tłum a niedzielni kolarze polecieli do Mety dystansem MINI (bez urazy - to nie dotyczy wszystkich).
Jechało mi się naprawdę wyśmienicie, jedyny minus to bolący "krzyż" - musiałem się często "gimnastykować" stając na pedałach. Dopiero po 50km taka gimnastyka była niemożliwa bo nie mogłem wyprostować nóg. Mogłem kręcić tylko na siedząco.
Tym razem odpuściłem sobie kompletnie bufety (raz wziąłem tylko banana), zaopatrzyłem się w drugi bidon z wodą i wystarczyło w zupełności. Nie piłem tego ISO Enervita co go dają gratis, jakoś mi nie podchodzi.
Kilka km jechałem w kilkuosobowej grupce, jechało się bardzo fajnie, świetnym tempem. Ale przy jakimś leśnym podjeździe grupa się rozpadła :( zostaliśmy w 3. Rytm nadawała koleżanka z GIGA z numerem 68 - Dzięki Wielkie. Szkoda, że nie zaatakowałaś na tych zjazdach za mną.
Tak jak pisałem na 50km już organizm dostał ostro po dupie. Nogi bolały już dosyć mocno, nie mogłem stawać na pedały i prostować nóg. Był to akurat chyba 3 km dosyć ostry podjazd i kilka pozycji straciłem. Ale za to nadrobiłem sobie kilka pozycji na ostatnich 5km. Byłe to przepiękne single, bardzo obłocone (raz koło mi wpadło do błota - do samej tarczy), bardzo śliskie kamienie, płynące strumyki. Jednym zdaniem MIODZIK. Z nową szeroką kierą jazda była cudna.

No i na koniec miły akcent z tunelem - bardzo fajny pomysł - przejechałem cały i zyskałem 2 pozycje :)

BikeMaraton 2010 - POLANICA ZDRÓJ

Sobota, 5 czerwca 2010 · Komentarze(1)
Wynik: OPEN 379/450 ||| M3 133/143
HZ: 10% 26:57 (to podczas bólu)
FZ: 22% 54:56
PZ: 65% 2:43:56

Znów pech. We Wrocławiu wyeliminowały mnie skurczy a w Polanicy koszmarny ból brzucha. Dla mnie maraton skończył się na 30km (i nie jechałem MINI :) ). Ból naprawdę koszmarny męczył mnie dokładnie do 42km. Straciłem tutaj naprawdę dużo, było sporo pod górę, gdzie wyprzedzał mnie każdy i na zjazdach też niestety bardzo delikatne. Dopiero później coś tam jeszcze pojechałem ale też już bez rewelacji. Przy 50km ręce odmawiały mi już posłuszeństwa, łydki i dupsko również mocno obolałe po tej niekończącej się tarce.
Trasa - duże rozczarowanie! Spodziewałem się czegoś więcej po Polanicy. Większość trasy to nuda. Z 60km - powiedzmy 15km było naprawdę fajne. Szczególnie końcówka mi się podobała. Szkoda tylko, że już na tej końcówce nie miałem siły trzymać kierownicy. Dużo błota na końcówce.
Delikatne usterki techniczne - znów odkręcony ten sam blok, sztyca i cholerna przednia przerzutka tradycyjnie pod koniec maratonu nie zrzucała na najmniejsze przełożenie. Ale na szczęście nie był zbytnio potrzebny.

FOTO. Bartek Sufin

A taki sprzęcik przywiozłem do domu - nie chciało mi się czekać ponad godzinę na myjkę.