Wpisy archiwalne w kategorii

Dystans - MEGA

Dystans całkowity:962.65 km (w terenie 841.00 km; 87.36%)
Czas w ruchu:65:34
Średnia prędkość:14.68 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:13551 m
Maks. tętno maksymalne:192 (101 %)
Maks. tętno średnie:167 (87 %)
Suma kalorii:79590 kcal
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:56.63 km i 3h 51m
Więcej statystyk

BikeMaraton 2010 - JELENIA GÓRA - Mistrzostwa Polski

Sobota, 14 sierpnia 2010 · Komentarze(3)
Wynik: OPEN 313/386 ||| M3 107/116
HZ - 0%
FZ - 7% 21:39
PZ - 90% 4:23:33
Miejsce: 313 OPEN/390 Kat M3: 107
Cieniutko Cieniutko, wstyd się przyznać ale wysiadły mi akumulatory.
Trasa świetna, bardzo wymagająca, techniczna a dodatkowo błoto zrobiło swoje i podniosło poziom trudności znacznie wyżej. Po takim błocie jeszcze się nie ścigałem ale zabawa była naprawdę świetna.
Problemy:
- 2 razy musiałem czyścić hamulce - tak były zawalone błotem, że koło praktycznie się nie kręciło.
- napęd po 50km był koszmarnie zawalony i pracował tak jak mu się podobało :) - czyli zupełnie inaczej jak ja bym tego chciał.
- a reszta to takie problemy jak miał każdy - zawalone okulary przez które nic nie widać(2 razy czyściłem w strumieniu - ale to było bez sensu), bez okularów jeszcze gorzej :)
- no i wysiadłem naprawdę, zabrakło mocy, błoto było koszmarnie wymęczające.

Ale trasa naprawdę świetna, godna w 100% MP a zabawa w błocie cóż sam miodzik, uwielbiam to - to jest właśnie MTB :)))
W domu jest co robić po takim maratonie, rower umyty na myjce jakoś wygląda ale strach pomyśleć jak pracuje. I żona miała co robić, cały strój i buty uwalone niemiłosiernie - chwała małżonce, że się tym zajęła :)


Start z Placu Ratuszowego - na pierwszy zakręcie byłem 3 (oczywiście z mojego sektora). Foto dzięki http://picasaweb.google.pl/Tadeusz2642 - dzięki wielkie.

Ostatni zjazd. Foto dzięki http://picasaweb.google.pl/tomektb2010.2 - dzięki wielkie.

Ostatnia prosta przed metą.

Meta

BikeMaraton 2010 - PIECHOWICE

Sobota, 19 czerwca 2010 · Komentarze(2)
Wynik: OPEN 234/350 ||| M3 79/102
PZ - 89%
FZ - 8%
HZ - 1%
To najlepsza tegoroczna edycja BM. Piękną i wymagająca trasa, szybkie zjazdy i rewelacyjne single po śliskich kamieniach i głębokie błoto.
W końcu po "pechowych" maratonach udany start. Z wyniku jestem bardzo zadowolony 234/79, chociaż wiadomo zawsze liczy się na więcej - ale jest dobrze.
Na starcie zjawiła się cała polska śmietanka z Markiem Galińskim na czele. Chłopaki naprawdę śmigają niesamowicie.
Pierwsze km to długi asfaltowy (tradycyjny) podjazd. I o dziwo poszło mi całkiem przyzwoicie - ale nad tym trzeba jeszcze mocno popracować. No i zaczęły się później bardzo szybkie zjazdy. Wylatuję z jednego zakrętu a tam leża 3 osoby i dzwonią po pomoc. Lecę dalej i kolejny, tym razem dużo poważniejszy wypadek. Jest już karetka, chłopak (Jakub Osuch- Corratec) leżał na noszach z usztywnioną głową. No widok naprawdę straszny. TRZYMAJ SIĘ CHŁOPIE!!! Jesteśmy z Tobą wszyscy - Do zobaczenia na trasie!!! Po tym widoku moje ręce jakoś mocniej i częściej zaciskały klamki hamulcowe przez kilka km. Fajna jazda zrobiła się jak zwykle dopiero po rozjeździe MINI - MEGA. Wtedy jest już znacznie mniejszy tłum a niedzielni kolarze polecieli do Mety dystansem MINI (bez urazy - to nie dotyczy wszystkich).
Jechało mi się naprawdę wyśmienicie, jedyny minus to bolący "krzyż" - musiałem się często "gimnastykować" stając na pedałach. Dopiero po 50km taka gimnastyka była niemożliwa bo nie mogłem wyprostować nóg. Mogłem kręcić tylko na siedząco.
Tym razem odpuściłem sobie kompletnie bufety (raz wziąłem tylko banana), zaopatrzyłem się w drugi bidon z wodą i wystarczyło w zupełności. Nie piłem tego ISO Enervita co go dają gratis, jakoś mi nie podchodzi.
Kilka km jechałem w kilkuosobowej grupce, jechało się bardzo fajnie, świetnym tempem. Ale przy jakimś leśnym podjeździe grupa się rozpadła :( zostaliśmy w 3. Rytm nadawała koleżanka z GIGA z numerem 68 - Dzięki Wielkie. Szkoda, że nie zaatakowałaś na tych zjazdach za mną.
Tak jak pisałem na 50km już organizm dostał ostro po dupie. Nogi bolały już dosyć mocno, nie mogłem stawać na pedały i prostować nóg. Był to akurat chyba 3 km dosyć ostry podjazd i kilka pozycji straciłem. Ale za to nadrobiłem sobie kilka pozycji na ostatnich 5km. Byłe to przepiękne single, bardzo obłocone (raz koło mi wpadło do błota - do samej tarczy), bardzo śliskie kamienie, płynące strumyki. Jednym zdaniem MIODZIK. Z nową szeroką kierą jazda była cudna.

No i na koniec miły akcent z tunelem - bardzo fajny pomysł - przejechałem cały i zyskałem 2 pozycje :)

BikeMaraton 2010 - POLANICA ZDRÓJ

Sobota, 5 czerwca 2010 · Komentarze(1)
Wynik: OPEN 379/450 ||| M3 133/143
HZ: 10% 26:57 (to podczas bólu)
FZ: 22% 54:56
PZ: 65% 2:43:56

Znów pech. We Wrocławiu wyeliminowały mnie skurczy a w Polanicy koszmarny ból brzucha. Dla mnie maraton skończył się na 30km (i nie jechałem MINI :) ). Ból naprawdę koszmarny męczył mnie dokładnie do 42km. Straciłem tutaj naprawdę dużo, było sporo pod górę, gdzie wyprzedzał mnie każdy i na zjazdach też niestety bardzo delikatne. Dopiero później coś tam jeszcze pojechałem ale też już bez rewelacji. Przy 50km ręce odmawiały mi już posłuszeństwa, łydki i dupsko również mocno obolałe po tej niekończącej się tarce.
Trasa - duże rozczarowanie! Spodziewałem się czegoś więcej po Polanicy. Większość trasy to nuda. Z 60km - powiedzmy 15km było naprawdę fajne. Szczególnie końcówka mi się podobała. Szkoda tylko, że już na tej końcówce nie miałem siły trzymać kierownicy. Dużo błota na końcówce.
Delikatne usterki techniczne - znów odkręcony ten sam blok, sztyca i cholerna przednia przerzutka tradycyjnie pod koniec maratonu nie zrzucała na najmniejsze przełożenie. Ale na szczęście nie był zbytnio potrzebny.

FOTO. Bartek Sufin

A taki sprzęcik przywiozłem do domu - nie chciało mi się czekać ponad godzinę na myjkę.


BikeMaraton 2010 - ZDZIESZOWICE

Poniedziałek, 10 maja 2010 · Komentarze(0)
Wynik: OPEN 392/570 M3 126/165
HZ: 0%
FZ: 9% 17:41
PZ: 87% 2:48


Foto - Magazyn Rowerowy
Błoto, błoto i jeszcze raz błoto :) Dobra forma dopiero po 15km (bez rozgrzewki).
Po 2 edycjach 71 miejsce w klasyfikacji. Szkoda, że Wrocław mi tak słabo wypadł(przez te cholerne skurcze) była szansa na dużo lepszą pozycję i ilość punktów.

BikeMaraton 2010 - WROCŁAW

Niedziela, 25 kwietnia 2010 · Komentarze(3)
Wynik: OPEN 616/800 M3 202/250
HZ - 0% :)
FZ - 2% 3:28
PZ - 96%


Na początek usprawiedliwienia: cały tydzień nękało mnie jakieś przeziębienie i potworny ból gardła. Przez cały tydzień nawet nie wsiadłem na rower. W dniu maratonu do bólu gardła dołączył jeszcze katar.

Start jak to start – nie wiem o której chłopaki ustawiali się do sektora ale o 10:30 trafiłem miejsce daleko daleko od wejścia do sektora (to chyba przez ten rekord frekwencji 1610 zawodników).
Pierwsze km znakomicie, wyprzedzam, wyprzedzam, mnie wyprzedzają i jedzie mi się naprawdę fantastycznie. Po pierwszych 20 km zaczyna mnie łapać delikatny skurcz w łydkach który nie chcę odpuścić i jadę z nim dalej, rozprostowuje nogi w bufecie i ogień dalej. Chwile było dobrze i za chwile znów łydki. Nie było to nawet bardzo uciążliwe ale męczyło mnie do 40 km. Na tym km staje bo skurcz zaatakował po całości. Naciągam nogi i po kilku minutach ruszam, jednak już bez takiej rewelacji, ale do przodu. W bufecie również chwile postałem przez nogi. Od 47 km zaczyna się mój horror. Nogi odmawiają całkowicie posłuszeństwa., jakoś kręcę dalej ale lipa. Dostaje potwornego bólu ud, nie mogę wyprostować nogi. Nie jestem w stanie podejść pod małą górkę, staje i nie mogę ruszyć nogami – myślę sobie, chłopie co ty tu robisz? DO ZUSU czas !!! Ostatnie 5 km to kompletna klapa. Co 200 – 300 metrów – muszę robić krótki postój na rozmasowanie ud. Wyprzedzają mnie i wyprzedzają a ja nie mogę nic zrobić. Straciłem wszystko na co pracowałem przez 40km (wydaje mi się, że było dosyć dobrze) Ostatnio km, wyprzedziłem nawet 2 bikerów  Jest meta osiągnięta z wielkimi bólami, staje i znów to samo – nie mogę ruszyć nogami, dopiero po kilku minutach idę po wodę.
Wnioski – pomimo przeziębienia, suchego i bolącego gardła, kataru jechało mi się naprawdę dobrze, gdyby tylko nie te bóle ud (łydki były znośne) to byłoby naprawdę dobrze. Myślę, że mógłbym urwać z tego wyniku jakieś 20 – 25 minut spokojnie. No ale trudno, taki jest sport. Następnym razem będzie lepiej, jest nad czym pracować i co poprawiać.