Wpisy archiwalne w kategorii

Organizator - BikeMaraton

Dystans całkowity:814.00 km (w terenie 698.00 km; 85.75%)
Czas w ruchu:51:01
Średnia prędkość:15.96 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:9551 m
Maks. tętno maksymalne:192 (101 %)
Maks. tętno średnie:167 (87 %)
Suma kalorii:67039 kcal
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:54.27 km i 3h 24m
Więcej statystyk

BikeMaraton 2010 - POLANICA ZDRÓJ

Sobota, 5 czerwca 2010 · Komentarze(1)
Wynik: OPEN 379/450 ||| M3 133/143
HZ: 10% 26:57 (to podczas bólu)
FZ: 22% 54:56
PZ: 65% 2:43:56

Znów pech. We Wrocławiu wyeliminowały mnie skurczy a w Polanicy koszmarny ból brzucha. Dla mnie maraton skończył się na 30km (i nie jechałem MINI :) ). Ból naprawdę koszmarny męczył mnie dokładnie do 42km. Straciłem tutaj naprawdę dużo, było sporo pod górę, gdzie wyprzedzał mnie każdy i na zjazdach też niestety bardzo delikatne. Dopiero później coś tam jeszcze pojechałem ale też już bez rewelacji. Przy 50km ręce odmawiały mi już posłuszeństwa, łydki i dupsko również mocno obolałe po tej niekończącej się tarce.
Trasa - duże rozczarowanie! Spodziewałem się czegoś więcej po Polanicy. Większość trasy to nuda. Z 60km - powiedzmy 15km było naprawdę fajne. Szczególnie końcówka mi się podobała. Szkoda tylko, że już na tej końcówce nie miałem siły trzymać kierownicy. Dużo błota na końcówce.
Delikatne usterki techniczne - znów odkręcony ten sam blok, sztyca i cholerna przednia przerzutka tradycyjnie pod koniec maratonu nie zrzucała na najmniejsze przełożenie. Ale na szczęście nie był zbytnio potrzebny.

FOTO. Bartek Sufin

A taki sprzęcik przywiozłem do domu - nie chciało mi się czekać ponad godzinę na myjkę.


BikeMaraton 2010 - ZDZIESZOWICE

Poniedziałek, 10 maja 2010 · Komentarze(0)
Wynik: OPEN 392/570 M3 126/165
HZ: 0%
FZ: 9% 17:41
PZ: 87% 2:48


Foto - Magazyn Rowerowy
Błoto, błoto i jeszcze raz błoto :) Dobra forma dopiero po 15km (bez rozgrzewki).
Po 2 edycjach 71 miejsce w klasyfikacji. Szkoda, że Wrocław mi tak słabo wypadł(przez te cholerne skurcze) była szansa na dużo lepszą pozycję i ilość punktów.

BikeMaraton 2010 - WROCŁAW

Niedziela, 25 kwietnia 2010 · Komentarze(3)
Wynik: OPEN 616/800 M3 202/250
HZ - 0% :)
FZ - 2% 3:28
PZ - 96%


Na początek usprawiedliwienia: cały tydzień nękało mnie jakieś przeziębienie i potworny ból gardła. Przez cały tydzień nawet nie wsiadłem na rower. W dniu maratonu do bólu gardła dołączył jeszcze katar.

Start jak to start – nie wiem o której chłopaki ustawiali się do sektora ale o 10:30 trafiłem miejsce daleko daleko od wejścia do sektora (to chyba przez ten rekord frekwencji 1610 zawodników).
Pierwsze km znakomicie, wyprzedzam, wyprzedzam, mnie wyprzedzają i jedzie mi się naprawdę fantastycznie. Po pierwszych 20 km zaczyna mnie łapać delikatny skurcz w łydkach który nie chcę odpuścić i jadę z nim dalej, rozprostowuje nogi w bufecie i ogień dalej. Chwile było dobrze i za chwile znów łydki. Nie było to nawet bardzo uciążliwe ale męczyło mnie do 40 km. Na tym km staje bo skurcz zaatakował po całości. Naciągam nogi i po kilku minutach ruszam, jednak już bez takiej rewelacji, ale do przodu. W bufecie również chwile postałem przez nogi. Od 47 km zaczyna się mój horror. Nogi odmawiają całkowicie posłuszeństwa., jakoś kręcę dalej ale lipa. Dostaje potwornego bólu ud, nie mogę wyprostować nogi. Nie jestem w stanie podejść pod małą górkę, staje i nie mogę ruszyć nogami – myślę sobie, chłopie co ty tu robisz? DO ZUSU czas !!! Ostatnie 5 km to kompletna klapa. Co 200 – 300 metrów – muszę robić krótki postój na rozmasowanie ud. Wyprzedzają mnie i wyprzedzają a ja nie mogę nic zrobić. Straciłem wszystko na co pracowałem przez 40km (wydaje mi się, że było dosyć dobrze) Ostatnio km, wyprzedziłem nawet 2 bikerów  Jest meta osiągnięta z wielkimi bólami, staje i znów to samo – nie mogę ruszyć nogami, dopiero po kilku minutach idę po wodę.
Wnioski – pomimo przeziębienia, suchego i bolącego gardła, kataru jechało mi się naprawdę dobrze, gdyby tylko nie te bóle ud (łydki były znośne) to byłoby naprawdę dobrze. Myślę, że mógłbym urwać z tego wyniku jakieś 20 – 25 minut spokojnie. No ale trudno, taki jest sport. Następnym razem będzie lepiej, jest nad czym pracować i co poprawiać.