BikeMaraton 2010 - PIECHOWICE

Sobota, 19 czerwca 2010 · Komentarze(2)
Wynik: OPEN 234/350 ||| M3 79/102
PZ - 89%
FZ - 8%
HZ - 1%
To najlepsza tegoroczna edycja BM. Piękną i wymagająca trasa, szybkie zjazdy i rewelacyjne single po śliskich kamieniach i głębokie błoto.
W końcu po "pechowych" maratonach udany start. Z wyniku jestem bardzo zadowolony 234/79, chociaż wiadomo zawsze liczy się na więcej - ale jest dobrze.
Na starcie zjawiła się cała polska śmietanka z Markiem Galińskim na czele. Chłopaki naprawdę śmigają niesamowicie.
Pierwsze km to długi asfaltowy (tradycyjny) podjazd. I o dziwo poszło mi całkiem przyzwoicie - ale nad tym trzeba jeszcze mocno popracować. No i zaczęły się później bardzo szybkie zjazdy. Wylatuję z jednego zakrętu a tam leża 3 osoby i dzwonią po pomoc. Lecę dalej i kolejny, tym razem dużo poważniejszy wypadek. Jest już karetka, chłopak (Jakub Osuch- Corratec) leżał na noszach z usztywnioną głową. No widok naprawdę straszny. TRZYMAJ SIĘ CHŁOPIE!!! Jesteśmy z Tobą wszyscy - Do zobaczenia na trasie!!! Po tym widoku moje ręce jakoś mocniej i częściej zaciskały klamki hamulcowe przez kilka km. Fajna jazda zrobiła się jak zwykle dopiero po rozjeździe MINI - MEGA. Wtedy jest już znacznie mniejszy tłum a niedzielni kolarze polecieli do Mety dystansem MINI (bez urazy - to nie dotyczy wszystkich).
Jechało mi się naprawdę wyśmienicie, jedyny minus to bolący "krzyż" - musiałem się często "gimnastykować" stając na pedałach. Dopiero po 50km taka gimnastyka była niemożliwa bo nie mogłem wyprostować nóg. Mogłem kręcić tylko na siedząco.
Tym razem odpuściłem sobie kompletnie bufety (raz wziąłem tylko banana), zaopatrzyłem się w drugi bidon z wodą i wystarczyło w zupełności. Nie piłem tego ISO Enervita co go dają gratis, jakoś mi nie podchodzi.
Kilka km jechałem w kilkuosobowej grupce, jechało się bardzo fajnie, świetnym tempem. Ale przy jakimś leśnym podjeździe grupa się rozpadła :( zostaliśmy w 3. Rytm nadawała koleżanka z GIGA z numerem 68 - Dzięki Wielkie. Szkoda, że nie zaatakowałaś na tych zjazdach za mną.
Tak jak pisałem na 50km już organizm dostał ostro po dupie. Nogi bolały już dosyć mocno, nie mogłem stawać na pedały i prostować nóg. Był to akurat chyba 3 km dosyć ostry podjazd i kilka pozycji straciłem. Ale za to nadrobiłem sobie kilka pozycji na ostatnich 5km. Byłe to przepiękne single, bardzo obłocone (raz koło mi wpadło do błota - do samej tarczy), bardzo śliskie kamienie, płynące strumyki. Jednym zdaniem MIODZIK. Z nową szeroką kierą jazda była cudna.

No i na koniec miły akcent z tunelem - bardzo fajny pomysł - przejechałem cały i zyskałem 2 pozycje :)

Komentarze (2)

Nieźle poszedłeś moje gratulacje ;)

Maks 21:31 poniedziałek, 21 czerwca 2010

ja przez bole krzyza, nie moglem wkrecic sie na normalne obroty. czytalem troche o tym wypadku, smutna historia zlamanie w srodku sezonu oznacza zapewne koniec startow w tym roku :(
pozdrawiam i gratuluje udanego startu

DunPeal 10:56 poniedziałek, 21 czerwca 2010
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa jlrek

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]