BikeMaraton 2010 - POLANICA ZDRÓJ
Sobota, 5 czerwca 2010
· Komentarze(1)
Wynik: OPEN 379/450 ||| M3 133/143
HZ: 10% 26:57 (to podczas bólu)
FZ: 22% 54:56
PZ: 65% 2:43:56

Znów pech. We Wrocławiu wyeliminowały mnie skurczy a w Polanicy koszmarny ból brzucha. Dla mnie maraton skończył się na 30km (i nie jechałem MINI :) ). Ból naprawdę koszmarny męczył mnie dokładnie do 42km. Straciłem tutaj naprawdę dużo, było sporo pod górę, gdzie wyprzedzał mnie każdy i na zjazdach też niestety bardzo delikatne. Dopiero później coś tam jeszcze pojechałem ale też już bez rewelacji. Przy 50km ręce odmawiały mi już posłuszeństwa, łydki i dupsko również mocno obolałe po tej niekończącej się tarce.
Trasa - duże rozczarowanie! Spodziewałem się czegoś więcej po Polanicy. Większość trasy to nuda. Z 60km - powiedzmy 15km było naprawdę fajne. Szczególnie końcówka mi się podobała. Szkoda tylko, że już na tej końcówce nie miałem siły trzymać kierownicy. Dużo błota na końcówce.
Delikatne usterki techniczne - znów odkręcony ten sam blok, sztyca i cholerna przednia przerzutka tradycyjnie pod koniec maratonu nie zrzucała na najmniejsze przełożenie. Ale na szczęście nie był zbytnio potrzebny.

FOTO. Bartek Sufin

A taki sprzęcik przywiozłem do domu - nie chciało mi się czekać ponad godzinę na myjkę.


HZ: 10% 26:57 (to podczas bólu)
FZ: 22% 54:56
PZ: 65% 2:43:56
Znów pech. We Wrocławiu wyeliminowały mnie skurczy a w Polanicy koszmarny ból brzucha. Dla mnie maraton skończył się na 30km (i nie jechałem MINI :) ). Ból naprawdę koszmarny męczył mnie dokładnie do 42km. Straciłem tutaj naprawdę dużo, było sporo pod górę, gdzie wyprzedzał mnie każdy i na zjazdach też niestety bardzo delikatne. Dopiero później coś tam jeszcze pojechałem ale też już bez rewelacji. Przy 50km ręce odmawiały mi już posłuszeństwa, łydki i dupsko również mocno obolałe po tej niekończącej się tarce.
Trasa - duże rozczarowanie! Spodziewałem się czegoś więcej po Polanicy. Większość trasy to nuda. Z 60km - powiedzmy 15km było naprawdę fajne. Szczególnie końcówka mi się podobała. Szkoda tylko, że już na tej końcówce nie miałem siły trzymać kierownicy. Dużo błota na końcówce.
Delikatne usterki techniczne - znów odkręcony ten sam blok, sztyca i cholerna przednia przerzutka tradycyjnie pod koniec maratonu nie zrzucała na najmniejsze przełożenie. Ale na szczęście nie był zbytnio potrzebny.
FOTO. Bartek Sufin
A taki sprzęcik przywiozłem do domu - nie chciało mi się czekać ponad godzinę na myjkę.




